
Dziś chciałbym podzielić się z Wami wrażeniami z lektury najnowszej książki Jona G. Allena, wydanej około dwa miesiące temu w Stanach Zjednoczonych przez American Psychiatric Association. Może moje refleksje zachęcą kogoś do sięgnięcia po tę pozycję, a może innych – szczerze mówiąc – nieco zniechęcą 🙂
Niestety, książki Allena nie są tłumaczone na język polski, co znacząco ogranicza ich dostępność dla polskich czytelników.
Sam autor podkreśla, że w swoich ostatnich pracach nie pisze o tym „jak prowadzić psychoterapię”, lecz raczej o tym „jak można myśleć o psychoterapii”.
Jego obserwacje dotyczące kluczowych wątków w dyskusji o psychoterapii brzmią znajomo – podobne spory toczą się także na naszym polskim podwórku. Allen, jako wieloletni pracownik akademicki, ceni badania i podejście oparte na nauce. Jednocześnie niepokoi go rosnąca koncentracja na technikach terapeutycznych. W jego ujęciu to nie techniki ani nurt terapeutyczny są kluczowe dla powodzenia terapii, ale sam terapeuta jako osoba. Dlatego bardziej od pytania „która metoda działa” interesuje go pytanie: „dlaczego jedni terapeuci są bardziej skuteczni od innych?”.
W najnowszej książce Allen skupia się na analizie wpływu „care” – pojęcia, które w języku polskim możemy oddać jako opiekę, dbanie, troszczenie się czy zainteresowanie – na efekty psychoterapii. Konfrontuje nas z różnymi kulturowymi przesądami (na przykład z tym, jak kultura przypisała temat „dbania” głównie kobietom). Pokazuje też, że troska to relacja dwustronna: żeby jedna osoba mogła opiekować się drugą, ta druga musi potrafić przyjąć tę troskę i zainteresowanie.
Przypomina mi się, jak kilka lat temu podczas jednego z wystąpień publicznych Bożena Haściło powiedziała coś, co mogło zaskoczyć: „obecność terapeuty jest ważniejsza dla pacjenta niż zaangażowanie” (przy czym zaangażowanie rozumiała jako zaabsorbowanie próbą teoretycznego rozumienia i doboru odpowiednich technik w trakcie sesji). Mam nadzieję, że pamięć mnie nie myli. Myślę, że gdyby Allen zetknął się z tą myślą, idealnie pasowałaby do jego wywodu 🙂
Allen stawia dość odważną tezę. Przez dziesięciolecia zajmowaliśmy się tym, jak dopasować terapię do pacjenta… a on proponuje odwrotne myślenie: co by było, gdybyśmy zastanowili się, jak dobrać odpowiednie techniki i podejście do indywidualnego terapeuty, biorąc pod uwagę jego osobiste „zdolności uzdrawiania” (healing capacities)?
Szczególnie cenię te fragmenty książki, w których Allen opisuje własną drogę rozwoju jako terapeuta i dzieli się anegdotami z praktyki. Dla przykładu: można się dowiedzieć, w jakich okolicznościach w pewnym momencie pracy z pacjentem stwierdził „Pie**** mentalizację” 😉
Doceniam jego krytyczne i pełne dystansu podejście również do tych metod, w których sam był szkolony i z którymi jest kojarzony (m.in. MBT). Powołując się na tekst Hutsebauta z 2025 roku, zwraca uwagę na istotny problem niektórych wyspecjalizowanych podejść terapeutycznych, takich jak DBT, MBT czy TFP. Hutsebaut, analizując liczne badania, stawia tezę, że tego typu wyspecjalizowane metody są rzeczywiście skuteczne, ale głównie w rękach wąskiej grupy terapeutów o najwyższych kompetencjach – przede wszystkim twórców metod i ich najbliższych współpracowników. Gdy z tych samych podejść korzystają terapeuci o mniejszych umiejętnościach, efekty mogą być znacznie słabsze niż w przypadku „zwykłej, prostej terapii”.
Takich perełek – ciekawostek i alternatywnych spojrzeń na wielokrotnie poruszane tematy – jest w książce znacznie więcej.
Z jednej strony doceniam, że Allen stara się używać możliwie prostego i zrozumiałego języka (i zachęca nas, terapeutów, do unikania psychologicznego żargonu). Z drugiej strony nie ukrywam, że niektóre rozdziały, szczególnie te przytaczające różne filozoficzne sposoby myślenia, miejscami bywały dla mnie nużące.
To nie jest książka prezentująca całkowicie nową, rewolucyjną ideę – dla części czytelników znaczenie troski wyrażanej przez terapeutę to pewnie „oczywista oczywistość”. To raczej pozycja, która stawia ciekawe pytania (jak choćby w rozdziale poświęconym powiązaniom między terapią a moralnością) i zachęca do głębszej refleksji nad tym, czym tak naprawdę jest psychoterapia.
Dla kogo jest ta książka? Zdecydowanie w pierwszej kolejności dla psychoterapeutów. Czy inne osoby będą zadowolone po jej lekturze? Trudno powiedzieć.
