Kategorie
Książki

Peter Levine: autobiografia twórcy Somatic Experiencing

Peter Levine autobiografia

Peter A. Levine “An autobiography of trauma. A healing journey”.

Jeśli złapiemy losowo wybranego terapeutę na konferencji psychoterapeutów o traumie, to pytając go o znanych badaczy i teoretyków traumy, praktycznie nie ma szans, żeby nie wspomniał o Peterze Levine. Peter Levine dla teorii leczenia traumy jest kimś niczym Michael Jackson w świecie muzyki w latach 90. Nic dziwnego, że z dużym zaciekawieniem wiele osób czekało na jego autobiografię (która była promowana w licznych podcastach, w których Levine opowiadał, że podzieli się naprawdę intymnymi treściami).

Co tam mamy w środku?

I tak: intymnych historii i treści, którymi większość osób nie chciałaby się podzielić ze światem jest naprawdę dużo. Od historii przeżytego gwałtu, przez traumę wczesno dziecięcą, po późniejsze sytuacje z rodzicami, kiedy Levine miał już więcej lat (nie spojleruję, więc bez szczegółów). Taki bagaż doświadczeń sprawia, że chyba nikogo nie dziwi to, że Levine poświęcił swoje życie na badanie efektów traumy i metod leczenia. W końcu sam też chciał sobie pomóc.

Część rozdziałów budziła u mnie bardzo mieszane odczucia. Chociażby “konwersacje z Einsteinem”, czy historie dotyczące praktyk szamańskich. Czy część książki, w której Levine opisuje swoje romanse z różnymi kobietami.

Mnie w książce przede wszystkim brakowało opisu powstawania metody Somatic Experiencing. A nawet nie tyle co metody SE ale być może kształtowania się podejścia Levine’a do traumy. Częściowo dzieli się takimi opisami… ale mam wrażenie, że czegoś mi tu zabrakło.

Za to dobrze mi się przechodziło przez rozdziały związane z intelektualnymi inspiracjami autora “Obudźcie tygrysa”.

Trochę to nieskładny tekst… ale podobne odczucia budziła moja lektura autobiografii Petera Levine’a. Były momenty, które naprawdę przykuwały moją uwagę, inne nużyły.

Czy polecam?

Jeśli mogę komuś polecić tę książkę to wydaje mi się, że może ona przede wszystkim interesować terapeutów. A czy będzie interesująca dla odbiorcy spoza tej grupy? Ciężko mi ocenić, mam poważne wątpliwości. Jeśli się zdecydowałeś/aś to książkę możesz zamówić przez Amazon.pl

Jeśli jesteś osobą, która do tej pory nie zetknęła się z lekturą żadnej z książek Levine’a to raczej bym polecał Ci zacząć od “Obudźcie tygrysa”.

Jeśli szukasz innych książek o traumie to zajrzyj tutaj.

Kategorie
Badania naukowe

Neurony lustrzane i empatia – krytyczne podejście

Z opisem działania neuronów lustrzanych zetknąłem się około 14 lat temu i to nie w trakcie lektury jakiejś pozycji psychologicznej. Z tego co pamiętam to była jakaś książka marketingowa (niewykluczone, że Seth Godin o tym pisał, ale nie dam rady sobie teraz przypomnieć). Prosty koncept, z którego korzystałem później wiele razy przy rozumieniu ludzkich zachowań. Nawet fakt, że łatwiej mi się biegnie (łatwiej w sensie mniejszego zmęczenia) w grupie niż samemu, interpretowałem jako działanie neuronów lustrzanych. Po co o tym wszystkim wspominam? Dlatego, że ostatnio lekko zszokował mnie jeden z rozdziałów wydanej w 2021 roku książki Karen Maroda “The Analyst’s Vulnerability: Impact on Theory and Practice”. Do tej autorki mam duże zaufanie, stąd mocno zacząłem brać pod uwagę fakt, iż mogłem jak wiele osób może trochę zbyt pochopnie interpretować ludzkie zachowania (a zwłaszcza kwestię empatii) przez pryzmat mirror neurons.

Poniższy tekst opieram zarówno na refleksjach Marody jak i na własnym researchu (Marodzie ufam ale zawsze przy takim researchu można dowiedzieć się więcej, pogłębić temat… a mnie przez przypadek udało się znaleźć błąd w nazwisku jednego z badaczy, którego cytuje Maroda).

Właściwie od kiedy posługujemy się terminem neuronów lustrzanych?

Historia “odkrycia” neuronów lustrzanych to lata 90. XX wieku. Włoska Parma. Zespół neuronaukowców pracujący pod kierownictwem Giacomo Rizolattiego zajmujący się badaniem makaków (rodzina małp).

Ciekawe komu jeszcze makak kojarzy się z hasłem “Makakofonia babe have fun” z audycji Piotra “Makaka” Szarłackiego (którą ja jeszcze pamiętam z dawno nie istniejącej Radiostacji). Ale wróćmy do głównego tematu!

W trakcie tych badań naukowcom udało się przypadkiem zidentyfikować grupę neuronów (u małp) zapalających się w momencie, kiedy małpy chwilowo były “poza badaniem”. Chodzi o ten moment, kiedy eksperymentatorzy zmieniali ustawienie różnych przedmiotów w klatkach/pomieszczeniach w których znajdowały się makaki, a makaki mogły obserwować ten proces. I wtedy się okazało, że gest brania (np. jedzenia) i później przemieszczanie się z nim aktywizowało konkretną grupę neuronów. Brzmi ciut mętnie? Mnie też…

Rizolatti i Arbib (uwaga: w swojej książce Maroda wskazuje niejakiego Arbita – natomiast jest to jej literówka, która nie została wychwycona przez korektę) w 1998 roku wspólnie wydali artykuł naukowy, w którym zaczęli sugerować, że odkrycie neuronów lustrzanych może nam lepiej pozwolić zrozumieć jak funkcjonuje język. Włoscy koledzy (zespół badaczy z Uniwersytetu w Bolonii), którzy krytycznie spojrzeli na prace swoich kolegów zwracają uwagę w artykule naukowym z 2012 roku uwagę na to, że na dobrą sprawę nie ma silnych podstaw do stwierdzenia, że neurony lustrzane funkcjonują u ludzi (sic!). W badaniach neuronaukowych dotyczących ludzi oparta się na korelacji i nie jest to decydujący argument dotyczący tego, czy w mózgu ludzkim istnieją neurony lustrzane

Badania raczej potwierdzają, że ludzie mają system który można określić jako AON (Action Observation Network), który jak widać na niżej załączonym obrazku (źródło zdjęcia to artykuł naukowy włoskich badaczy) polega na współpracy różnych części mózgu: i mózgu gadziego, i ssaczego i kory nowej.

Jak przebiega krytyka dotychczasowe rozumienia neuronów lustrzanych i empatii?

  1. Pierwszy punkt łączy się z badaniami. Pionierem krytyki włoskich naukowców był Gregory Hickok, pracujący na co dzień jako badacz (neurolingwista) w amerykańskiej Kalifornii. Z jego perspektywy wykorzystywanie danych z badań nad makakami i ekstrapolowanie ich wyników na działanie ludzkiego mózgu jest dość wątpliwym zabiegiem.
  2. Bekkali i inni w 2020 roku wydali metaanalizę przeglądu literatury i wyniki tej metaanalizy można by opisać w 2 głównych punktach: “coraz więcej badań potwierdza istnienie neuronów lustrzanych u człowieka”, “należy być bardzo sceptycznym co do uznawania pierwszorzędnej roli neuronów lustrzanych w aktywowaniu empatii”.
  3. W kolejny kroku swojej analizy Maroda zwraca uwagę na to, że problem mamy już przy rozumieniu empatii. Dlatego, że istnieją bardzo różne definicje empatii. Nie mniej jednak wielu badaczy zgadza się co do tego, że empatia to nie tylko wynik emocjonalnych ale również poznawczych procesów. Z tej perspektywy uznawanie, że źródłem empatii są głównie neurony lustrzane byłoby błędnym uproszczeniem. Potocznie łączmy empatię i współczucie w jeden koncept “empatii” natomiast naukowcy zwracają uwagę, że to dwa bardzo różne procesy. Hein i Singer zauważają, że “empatia nie musi się w żaden sposób wiązać z myśleniem o dobrostanie innych osób”, czyli nie musi być łączona ze współczuciem. Już w 1971 Kohut zwracał uwagę, że w trakcie terapii prawdziwa empatia nie polega tylko na naśladowczym czuciu tego co, odczuwa pacjent, ale również jest związana z procesem poznawczym, który pozwala nałożyć inną ramę i interpretację (przez terapeutę). Sama koncepcja neuronów lustrzanych z kolei “automatyzuje” odczuwanie empatii, z czym właściwie prawie żaden (a może w ogóle żaden) badacz empatii nie chciałby się zgodzić.

Co z tego wszystkiego wynika w moim odczuciu?

Tak jak wykorzystanie neuronauki w myśleniu terapeutów staje się coraz bardziej popularne, tak mam dużą obawę czy my terapeuci (na ogół) mamy wystarczającą wiedzę na temat neurobiologii, żeby móc krytycznie ocenić to, co czytamy. Jednym z moich ulubionych autorów jest Louis Cozolino, który mocno opiera się na neuronauce. Ale już widziałem pod jego książką na Amazonie krytykę, w której ktoś zarzucał Cozolino totalne niezrozumienie i przeinaczenie opisu pewnych procesów neurobiologicznych. Problem w tym, że sam nie mam odpowiedniego przygotowania, żeby ocenić kto z nich miał rację. I podobnego przygotowania wydaje mi się, że nie ma większość z moich kolegów i koleżanek po fachu.

Dlatego tym bardziej musimy być ostrożni, kiedy naszym pacjentom w ramach psychoedukacji “sprzedajemy ciekawostki” dotyczące tego jak działa mózg. Nie zawsze to się dzieje w trakcie terapii: ale tego typu przekaz płynie od psychologów też w innej formie. W podcastach, na warsztatach, w artykułach w prasie codziennej. Tylko przez ten brak odpowiedniego przygotowania teoretycznego to historia o neuronach lustrzanych to coś, co w tym momencie skojarzyło mi się z “głuchym telefonem”.

Kategorie
Badania naukowe

Medyczna marihuana a ADHD

Wraz z pojawieniem się na rynku medycznej marihuany niestety pojawiła się też duża ilośc podmiotów, które chcą zarobić z tej okazji. W tym celu marihuana jest opisywana jako recepta niemalże na każde skojarzenie.

Źródło cytatu: medicana.pl

Kannabinoidy wykorzystywane są głównie do leczenia bólu, stanów zapalnych, stanów lękowych, zaburzeń snu, mdłości i wymiotów. Co więcej, ich działanie terapeutyczne stosowane jest również w łagodzeniu objawów chorób układu pokarmowego, nerwowego, hormonalnego czy chorób ginekologicznych.

Marihuana lecznicza staje się coraz popularniejsza. To sprawia, że powstaje więcej badań naukowych dotyczących jej wpływu na przebieg wielu chorób. Dzięki temu, dla wielu pacjentów, jest to obiecująca alterntywa dla dotychczasowego leczenia. Dodatkowym atutem terapii konopnej jest kompleksowość działania. Oprócz zmniejszenia dolegliwości, marihuana dba również o psychikę, co znacznie poprawia komfort życia i pozytywnie wpływa na cały proces leczenia.

Badania, które potwierdzają skuteczność marihuany medycznej są chętnie rozpowszechniane. A osoby, które korzystają z marihuany medycznej bardziej zwracają uwagę (na ogół) na badania, które potwierdzają jej korzystny wpływ, jednocześnie pomijając czy umniejszając znaczenie artykułów naukowych opisujących potencjalne negatywne konsekwencje.

Co mówią badania naukowe na temat używania marihuany medycznej i wpływu CBD na wsparcie osób z ADHD? Opieram się tu na przeglądzie różnych badań w zbiorczym artykule: Cannabis use in Attention – Deficit/Hyperactivity Disorder (ADHD): A scoping review.

  1. O skuteczności CBD w poprawie symptomów ADHD wiemy jedynie na podstawie anegdotycznych historii. Tego typu historie nie są źródłem na którym może bazować nauka. Takim źródłem są badania naukowe (w kontrolowanych warunkach, z grupą kontrolną).
  2. Autorzy tekstu, do którego się odnoszę wzięli pod uwagę 39 istniejących badań naukowych na temat wpływu palenia marihuany na ADHD. Większość badań wykazała brak bądź wręcz negatywny wpływ palenia marihuany na objawy ADHD. Krótko pisząc: nauka raczej potwierdza, że marihuana może szkodzić przy ADHD (a nie pomagać). Część z tych badań jest oparta nie tylko na deklaracjach badanych (czyli z badań ankietowych) ale na badania neuro (obrazujących np. aktywność różnych części mózgu).
  3. Reasumując: na bazie stosunkowo nowych ustaleń (artykuł pochodzi ze stycznia 2023 roku) naukowcy zdecydowanie odradzają korzystanie z marihuana (w tym medycznej) osobom zmagającym się z ADHD.
Kategorie
Psychoterapia Nurty i narzędzia

Czynniki leczące w psychoterapii: czy sama relacja wystarczy?

Dlaczego ten tekst powstał? W zasadzie zostałem zainspirowany przez kolegów i koleżanki z branży. W wielu internetowych dyskusjach na temat różnych nurtów zauważyłem, że dla części osób koronnym argumentem kończącym każdą dyskusję jest zdanie “to przecież nie nurt leczy a relacja”. I zacząłem się zastanawiać co, to właściwie oznacza oraz na ile jest to hipoteza potwierdzona badaniami i ugruntowana w świecie nauki.

Czynniki leczące w psychoterapii

Żeby ustalić co według naukowców sprawia, że psychoterapia działa sięgnąłem po wydaje mi się dość klasyczny (przynajmniej dla osób z moich kręgów psychodynamicznych) artykuł: “Common Factors Affecting Psychotherapy Outcomes: Some Implications for Teaching Psychotherapy” autorstwa Feinstein, Heiman, Yager zamieszczony w Journal of Psychiatric Practice w maju 2015 roku (jeśli ktoś ma jego zdaniem lepsze bardziej aktualne teksty na ten temat – zapraszam do podzielenia się w komentarzu).

Według autorów tego tekstu mamy 6 najważniejszych czynników wpływający na efektywność procesu psychoterapii:

  1. Charakterystyka pacjenta (różne zmienne socjodemograficzne ale też związane z jego zaburzeniami i generalnie funkcjonowaniem psychicznym).
  2. Efekt Hawthorne’a – który w uproszczeniu polega na tym, że niezależnie co robimy dla drugiej osoby, większe znaczenie OD TEGO CO ROBIMY ma fakt, że jesteśmy nią zainteresowani i chcemy jej pomóc. Czyli z tej perspektywy każde działanie terapeutyczne: czy ma większy sens ugruntowany np. w neuronauce czy nie, zadziała podobnie.
  3. Nadzieja.
  4. Sojusz terapeutyczny.
  5. Charakterystyka terapeuty.
  6. Dodatkowe inne czynniki zewnętrzne – np. moment życiowy pacjenta, wydarzenia z jego życia (np. śmierć bliskiej osoby, utrata pracy etc.).

Co stwierdzają autorzy tego tekstu? Charakterystyka pacjenta ma większe znaczenie niż nurt terapii, ale też niż sama relacja terapeutyczna. Czyli niestety (albo stety), kiedy bliżej się przyjrzymy tematowi okazuje się już bez dalszego drążenia w temacie, że uproszczenie typu “w terapii leczy relacja” nie znajduje potwierdzenia w ustaleniach naukowców.

Na ile zatem ważna jest relacja terapeutyczna?

To tu mam kilka zastrzeżeń. Przede wszystkim nie mam pewności czy w internetowych dyskusjach wszyscy mówimy o tym samym. Część osób odwołując się do pojęcia relacji w terapii niekoniecznie może mieć na myśli relację i sojusz terapeutyczny (a w zasadzie badania pokazują, że to sojusz a relacja ma kluczowe znaczenie). To nie są tożsame pojęcia. Tzn. relacja jest dużo szerszym pojęciem. Z pacjentem możemy mieć różnego rodzaju relacje jako terapeuci: czasem pacjent (ale też dotyczy to terapeutów obu płci) może być zainteresowany zbudowaniem innej relacji niż relacji terapeutycznej. I samo zbudowanie relacji nie jest leczące. Leczące a właściwie przyczyniające się do leczenia jest zbudowanie sojuszu terapeutycznego.

Sam sojusz składa się z 3 elementów:

  • zgodność co do celów terapii
  • zgodność co do narzędzi terapii
  • więź między terapeutą a pacjentem

Co to właściwie oznacza? Można mieć zbudowaną relację i więź z pacjentem a nie mieć sojuszu. A dopiero sojusz leczy a nie sama relacja!

Tylko, że tu pojawia się drugi problem. Tzn. problem dla osób, które zawierzyły zdaniu, że “w terapii leczy relacja”. Według Feinsteina i innych w ramach cytowanego tekstu sam sojusz terapeutyczny co wynika z dwóch dużych metaanaliz jest odpowiedzialny za… 5% (sic!).

Tak, jedynie 5% efektywności procesu psychoterapii. I to nie jest wynik z rozważań teoretycznych. Ani z jednego przypadkowego badania. Ani dwóch, ani trzech. To wynik z metaanaliz opierających się na dziesiątkach badań. Tego typu wynik był dyskutowany przez innych naukowców i są też alternatywne podejścia, gdzie poziom wpływu sojuszu terapeutycznego rośnie do poziomu… 15% (sic!). 15%? To wciąż za mało, żeby móc mówić, że relacja terapeutyczna leczy…

A teraz zostawmy na bok ustalenia naukowców…

I dla eksperymentu myślowego czysto przyjmijmy, że ten sojusz jest ważniejszy a wręcz decydujący dla efektywności procesu terapii. Do takiego eksperymentu myślowego dopuszczam, bo jako były badacz rynku i osoba zainteresowana metodologią badań, jestem świadomy ograniczeń w procesie konceptualizacji i operacjonalizacji w badaniach. Te ograniczenia sprawiają, że nie zawsze za pomocą badań jesteśmy w stanie uchwycić procesy, które badamy (co np. sprawia, że badania do których mamy dostęp i które są wykonywane tylko częściowo wychwytują wpływ procesu terapeutycznego na człowieka – nie jest to tylko moja obserwacja, ale też teza którą głosi dr Jonathan Shedler).

Tylko wyraźnie zaznaczę: to jest jedynie eksperyment myślowy. Z samych badań, do których mamy dostęp nie wynika, żeby sojusz terapeutyczny był kluczowy.

Jeśli zabawimy się w taki eksperyment myślowy to rozpocząłbym od tego typu rozważań:

Czy niezależnie od nurtu każdy terapeuta jest w stanie budować tak samo relację? To proste pytanie: wiemy od razu, że nie. Pojawia się drugie pytanie: czy w trakcie szkolenia terapeuta może być lepiej przygotowany do budowania relacji terapeutycznej? Według mnie tak. Potrzebna jest do tego na przykład znajomość procesów związanych z powstawaniem traumy relacyjnej. Dlaczego? Bez wiedzy jaka trauma relacyjna ma konsekwencje dla budowania więzi przez pacjenta w przyszłości NIE JESTEŚMY w stanie z nim efektywnie budować tej więzi. Nie da się tego zrobić na bazie intuicji i czucia. Tu jest potrzebna wiedza. A wiedza przekazywana w trakcie szkolenia w każdym z nurtów RÓŻNI SIĘ. Dlatego, że nurty różnią się fundamentalnie co do rozumienia na ile ważne jest pracowanie z punktów neuronauki np. z częścią korową mózgu a na ile z podkorową. Implicite to oznacza: nawet jeśli przyjmiemy, że leczącą jest relacja to NURT psychoterapeuty może mieć (w zależności od charakterystyki pacjenta i problemu z którym przychodzi) fundamentalny wpływ. I nie można tego nurtu bagatelizować. To oznacza, ze zdanie “w leczeniu ważna jest relacja terapeutyczna a nie nurt” zawarta jest logiczna sprzeczność (której nie widać na pierwszy rzut oka, ale która wychodzi po wnikliwym przyjrzeniu się tematowi).

Innymi słowy: żeby budować RELACJĘ TERAPEUTYCZNĄ potrzebna jest wiedza. Ta wiedza jest kompletnie inna w ramach różnych szkoleń. Ta wiedza różni się nawet w ramach nurtów: co i rusz słyszę o osobach, które pracują w nurcie psychodynamicznym (przynajmniej tak twierdzą) i ich praca związana jest z “kamiennym wyrazem twarzy” w czasie sesji. Czy na bazie klasycznej teorii więzi Answorth i Bolbyego takie zachowanie terapeuty w trakcie sesji jest ku relacji? Przy przeciwko relacji? To można wiedzieć tylko będąc świadomym tej teorii.

Podsumowując

Z mojej perspektywy notoryczne powtarzanie przez część osób i prezentowanie tego zdania pacjentom czy potencjalnym pacjentom, że nurt terapii nie ma znaczenia bo leczy sama relacja, jest wprowadzaniem w błąd i na samym początku robi wg mnie dużą krzywdę pacjentom.

Druga myśl na sam koniec: nie chciałbym żeby ktoś z tego tekstu wnioskował, że moim zdaniem relacja terapeutyczna czy sojusz terapeutyczny nie są istotne. Są! Bardzo istotne! Są warunkiem koniecznym, ale zarazem niewystarczającym do tego, żeby terapia mogła działać.

Zachęcam też do dzielenia się własnymi spostrzeżeniami i refleksjami. Nie wykluczam, że mogę się mylić. Może też jako osoba jeszcze w trakcie szkolenia czegoś istotnego nie widzę, nie rozumiem. Może gdzieś jest błąd w tym procesie wnioskowania. Zapraszam do dyskusji.

Kategorie
Psychoterapia

Co jeśli psychoterapia nie działa? Co jeśli terapeuta nie pomaga?

Uczestniczysz w terapii od dajmy na to 6 miesięcy i nie widzisz zmian. Nie wiedziesz do czego wspólnie z terapeutą zmierzacie. Nie wiesz czy wychodząc z gabinetu to dobrze, że czujesz się lekko / jest Ci trudno. Nie masz pojęcia co z tej terapii może Ci pomóc… Masz wrażenie, że psychoterapia nie działa. Jeśli mniej więcej to czujesz, czy tak myślisz to zapraszam Cię do lektury poniższego tekstu.

Jeśli psychoterapia nie działa to: zmień terapeutę. A właśnie, że nie!

Żyjemy w czasach, w których zwykle narzekamy na to, że ludzie nie starają się w relacjach, że jeśli coś nie działa to są osoby, którym łatwiej porzucić obecnego partnera dla nowej osoby, mając nadzieję na lepszy związek (co zwykle się nie sprawdza bo możemy uciec od naszego partnera… ale wchodząc w nowy związek nie możemy uciec od siebie). Szukając analogii z mojego dawnego życia zawodowego: jeśli nie masz odpowiednich wyników sprzedażowych, to zmień agencję. Nie pasuje Ci szef? Zmień pracę.

I w duchu takiego myślenia na Facebookowych grupach można znaleźć sporo tematów typu “uczęszczam na terapię 3 miesiące ale [wybierz jedno z wielu: terapeuta milczy / jest sztywno na sesjach / terapia nie działa / nie potrafię się otworzyć / moja koleżanka mówi, że jej terapia wygląda inaczej]”. Starając się wyczuć intencję autorów tych dyskusji: zwykle mam wrażenie, że oczekują oni, że dostaną poradę typu: zmień terapeutę.

To jeśli nie zmiana… to co?

A gdyby tak spróbować porozmawiać? Porozmawiać z terapeutą? Z terapeutą, który (mam nadzieję, że tak było) zachęcał Cię na początku Waszej wspólnej przygody do dzielenia się swoimi odczuciami odnośnie terapii ale i niego. Po co to w ogóle zrobić? Chodzi o to, że wspólnie możecie się przyjrzeć temu, dlaczego terapia nie działa… a może bardziej temu, które Twoje oczekiwania nie są spełnione. Taka rozmowa to też szansa mówienia o rozczarowaniu do osoby, która powinna być w stanie znieść rozczarowanie sobą (bo na tym między innymi polega rola terapeuty).

Taka rozmowa to też prosty sposób na sprawdzenie czy terapia ma szansę zadziałać. Badania pokazują, że to co jest największym predyktorem skuteczności terapeuty to między innymi gotowość psychoterapeuty do przyjmowania informacji zwrotnej (bez wchodzenia przez niego/nią w tryb obronny) i wykorzystania tych informacji do dalszej pracy. I z dobrym terapeutą to zadziała. Z dobrym terapeutą doświadczysz tego, że jeśli coś do tej pory nie układało się w Waszej relacji to mówienie o tym, to nie zagrożenie tej relacji (bo druga osoba się obrazi), ale to szansa na to, że Wasza terapia “ruszy z kopyta”.

Po czym poznać, że terapeuta nie przyjmuje rozczarowania? W jaki sposób może odrzucać to, że psychoterapia nie działa?

Jeśli słyszysz coś w stylu:

  • to Pani/Pana wina, że tutaj nie udaje nam się…
  • Pani/Pana opór nie pozwala nam tutaj pracować
  • przecież mówiłem, że […] – czego Pan(i) tutaj nie rozumie
  • potrzebujemy jeszcze trochę więcej czasu i to wszystko zacznie działać
  • nie ma Pan(i) racji: przecież to inaczej wygląda / wyglądało
  • [i moje ulubione]: jest Pan(i) w (nieświadomym) oporze: dopóki Pan(i) się nie zmieni to nic nie uda mi się zrobić

Co łączy te wszystkie punkty? Przerzucenie odpowiedzialności na pacjenta/klienta. Brak refleksji i gotowości terapeuty do podjęcia wspólnych rozważań, co z jego strony może nie działać. Wchodzenie w tryb obronny, który możesz znać z innych relacji, w których mówisz o swoim rozczarowaniu.

Jeśli usłyszysz coś takiego to według mnie to dobra podstawa, do tego, żeby myśleć o zmianie terapeuty. Łamanie settingu, nie trzymanie się zasad ustalonych na początku terapii, odrzucenie informacji zwrotnej: to są według mnie odpowiednie powody, żeby myśleć o zmianie terapeuty.

Podsumowując dobry terapeuta to nie ten…

który nie popełnia błędów / który sprawia wrażenie idealnego / któremu zawsze wszystko wychodzi. Takich osób nie ma. Jeśli tak myślisz o terapeucie to kwestia idealizacji (często bardzo potrzebnej na etapie początku terapii) niż tego, że on jest idealny.

Dobry terapeuta to ten, który popełnia błędy i ten który jest w stanie się do nich przyznać, ale też jest gotowy do przyjmowania rozczarowania i podjęcia wspólnej refleksji na temat “dlaczego coś między nami nie działa, przez co Pan(i) jest rozczarowany/a terapią”.

Twoja psychoterapia nie działa? Mam nadzieję, że po przeczytaniu tego tekstu ciut bardziej wiesz, jakie teraz kroki możesz podjąć.

Kategorie
Nurty i narzędzia

Dynamiczna psychoterapia dekonstruktywna DDP – opis terapii

Dynamiczna psychoterapia dekonstruktywna (DDP) to stosunkowo nowa metoda terapeutyczna, która zyskuje coraz większe uznanie w środowisku psychoterapeutów. W tym artykule przyjrzymy się historii powstania tej metody, jej głównym założeniom oraz różnicom między DDP a tradycyjnymi podejściami psychodynamicznymi i terapią poznawczo-behawioralną (CBT).

Historia Powstania Metody DDP

Dynamiczna psychoterapia dekonstruktywna została opracowana na początku XXI wieku przez Roberta Gregory’ego, profesora psychiatrii na Uniwersytecie Syracuse w Nowym Jorku. Metoda ta wyrosła z potrzeby znalezienia skuteczniejszych form terapii dla osób z zaburzeniami osobowości, szczególnie z zaburzeniami typu borderline. Gregory, bazując na swoich doświadczeniach klinicznych oraz istniejących teoriach psychodynamicznych, stworzył podejście, które łączy w sobie elementy psychodynamiki z nowoczesnymi technikami terapeutycznymi.

Jak działa DDP?

W trakcie sesji terapeuta dąży z pacjentem do takich pośrednich celów jak:

  1. Zrozumienie procesów mentalnych: DDP kładzie duży nacisk na zrozumienie wewnętrznych procesów mentalnych pacjenta, w tym sposobu, w jaki pacjent interpretuje i nadaje znaczenie swoim doświadczeniom.
  2. Praca z tożsamością: Centralnym elementem DDP jest praca nad tożsamością pacjenta. Terapia ta skupia się na pomocy pacjentom w zrozumieniu i zrekonstruowaniu ich poczucia własnej tożsamości, często zaburzonej w wyniku różnych doświadczeń życiowych.
  3. Dekonstrukcja negatywnych przekonań: DDP używa technik dekonstrukcyjnych do kwestionowania i zmiany negatywnych, często głęboko zakorzenionych przekonań i schematów myślowych.
  4. Integracja emocjonalna: Metoda ta stawia na integrację rozproszonych i często sprzecznych stanów emocjonalnych, co ma na celu osiągnięcie większej spójności emocjonalnej i psychicznej.

Teoria Więzi w DDP

Teoria więzi, zapoczątkowana przez Johna Bowlby’ego, odgrywa kluczową rolę w DDP. Według tej teorii, wczesne relacje z opiekunami mają fundamentalne znaczenie dla rozwoju psychicznego i emocjonalnego jednostki. DDP wykorzystuje tę wiedzę, koncentrując się na tym, jak wczesne doświadczenia relacyjne wpływają na obecne problemy pacjentów, w szczególności na ich sposób tworzenia i utrzymywania relacji, a także na ich obraz siebie i innych.

W DDP, terapeuta pomaga pacjentowi zrozumieć i przetworzyć te wczesne doświadczenia, co może prowadzić do głębszego zrozumienia obecnych wzorców zachowań i myślenia, a także do ich modyfikacji.

Dekonstruktywizm Derridy w DDP

Dekonstruktywizm, filozofia stworzona przez Jacques’a Derridę, wnosi do DDP perspektywę analizy i reinterpretacji znaczeń. Derrida argumentował, że znaczenia nie są stałe ani jednoznaczne, ale zamiast tego są zawsze otwarte na reinterpretację i zmianę. W kontekście DDP, to podejście jest wykorzystywane do kwestionowania i dekonstruowania utrwalonych przekonań i narracji pacjenta o sobie samym, jego relacjach i doświadczeniach.

Terapeuta DDP wspiera pacjenta w procesie rozpoznawania i redefiniowania tych narracji, co może prowadzić do bardziej elastycznego i adaptacyjnego sposobu myślenia o sobie i świecie.

Co ciekawe: wiele pojęć z teorii Derridy pasuje czy znajduje swoje odpowiedniki w myśleniu psychoanalitycznym.

Różnice między DDP a innymi formami terapii

DDP różni się od tradycyjnej terapii psychodynamicznej i CBT, łącząc głębokie zrozumienie wewnętrznych procesów psychicznych (charakterystyczne dla podejścia psychodynamicznego) z aktywnym kwestionowaniem i reinterpretacją przekonań (często spotykane w CBT), ale robi to w unikalny sposób:

  • Aktywna rola terapeuty: W DDP terapeuta jest bardziej aktywny niż w tradycyjnej psychodynamice, ale jego działania są bardziej skoncentrowane na procesie dekonstrukcji niż na bezpośredniej zmianie myślenia, jak w CBT. W DDP terapeuta nie jest aż tak bardzo dyrektywny jak terapeuci poznawczo behawioralni (nie naucza, nie wskazuje sztywno tematu sesji).
  • Skupienie na narracjach: DDP koncentruje się na tym, jak pacjenci konstruują swoje narracje i znaczenia, a nie tylko na ich zachowaniach czy myślach.
  • Integracja emocjonalna i relacyjna: DDP łączy pracę nad emocjami i relacjami w sposób, który uwzględnia zarówno wczesne doświadczenia, jak i obecne konstrukcje psychiczne.
  • Skupienie na teraźniejszości. W porównaniu z typową terapią psychodynamiczną na sesjach DDP stosunkowo rzadziej wraca się do przeszłości. Pracuje się głównie na bazie teraźniejszych sytuacji.
  • Odmienny setting. W DDP ściśle określona jest długość pracy. Według manuali dostępnych w sieci preferowana jest praca przez 12 miesięcy (więc znacznie dłużej niż np. krótkie terminy terapeutów CBT, ale też krócej niż np. terapia długoterminowa w niektórych procesach psychodynamicznych).

Podsumowanie

Dynamiczna psychoterapia dekonstruktywna stanowi fascynujące połączenie psychologii i filozofii, oferując głębokie i wielowymiarowe podejście do leczenia zaburzeń osobowości, szczególnie typu borderline. Integracja teorii więzi z dekonstruktywizmem Derridy pozwala na unikalne spojrzenie na proces terapeutyczny, otwierając nowe możliwości dla zrozumienia i leczenia złożonych problemów psychicznych.

Jako terapeuta, który ciągle poszukuje nowych metod i podejść, uważam, że DDP oferuje cenne narzędzia i perspektywy, które mogą znacząco wzbogacić praktykę terapeutyczną. To podejście podkreśla znaczenie zrozumienia głębokich procesów psychicznych i emocjonalnych, a jednocześnie zachęca do aktywnego kwestionowania i redefiniowania osobistych narracji i przekonań.

Kategorie
Nurty i narzędzia

Terapia Oparta na Mentalizacji (MBT) – czym jest mentalizacja?

Mentalizacja to takie dziwne i ciekawe pojęcie. Dziwne w tym sensie, że początkowo pamiętam, że jeszcze kilka lat temu podchodziłem ze sceptycyzmem do tego pojęcia. Ale mając szczęście w szkole psychoterapii uczestniczyć w zajęcia Anny Król-Kuczkowskiej, zdołałem przekonać się do terapii opartej na mentalizacji.

W świecie psychoterapii, gdzie różnorodność metod i podejść jest tak szeroka jak różnorodne są problemy i doświadczenia ludzkie, terapia oparta na mentalizacji (MBT) wyłania się jako szczególnie obiecująca w leczeniu zaburzeń osobowości, zwłaszcza w obszarze zaburzeń osobowości typu borderline. Zaproponowana przez Anthony’ego Batemana i Petera Fonagy’ego, MBT jest podejściem, które skupia się na rozwoju zdolności do mentalizacji, czyli świadomego i intuicyjnego rozumienia własnych stanów psychicznych oraz stanów psychicznych innych osób. MBT jest zbudowana przede wszystkim na terapii psychodynamicznej ale korzysta również z osiągnięć psychotraumatologii oraz części narzędzi stosowanych np. przez terapeutów poznawczo behawioralnych czy systemowych

Jak można rozumieć pojęcie Mentalizacji?

Mentalizacja to proces, który pozwala nam rozumieć i przewidywać zachowania własne i innych na podstawie przypisywanych stanów umysłowych, takich jak uczucia, pragnienia, przekonania czy intencje. Jest to umiejętność, która rozwija się w dzieciństwie, a jej zaburzenia mogą prowadzić do problemów w relacjach interpersonalnych i regulacji emocji.

Jak Działa Terapia Oparta na Mentalizacji?

MBT koncentruje się na wzmacnianiu i rozwijaniu umiejętności mentalizacji. Terapia ta jest zazwyczaj prowadzona w formie sesji indywidualnych lub grupowych, gdzie terapeuta pomaga pacjentowi lepiej zrozumieć własne myśli i uczucia, jak również uczucia i intencje innych osób. Poprzez zwiększenie świadomości własnych stanów wewnętrznych i sposobów, w jakie wpływają one na zachowanie, pacjenci uczą się lepiej radzić sobie z emocjami i budować zdrowsze relacje.

Badania nad Skutecznością MBT

Badania nad skutecznością MBT, przeprowadzone przez różnych naukowców, w tym przez samych twórców metody, wykazały obiecujące wyniki. W szczególności, badania te wskazują na skuteczność MBT w leczeniu zaburzeń osobowości typu borderline, w tym redukcji objawów, poprawie funkcjonowania społecznego i zmniejszeniu ryzyka samobójczego.

Kluczowe Publikacje o Mentalizacji

Dla tych, którzy chcieliby zgłębić temat mentalizacji i MBT, istnieje szereg wartościowych publikacji. Do najważniejszych należą:

  1. “Psychotherapy for Borderline Personality Disorder: Mentalization Based Treatment” autorstwa Anthony’ego Batemana i Petera Fonagy’ego. To fundamentalna praca, która wprowadza w koncepcję MBT i opisuje jej zastosowanie w leczeniu zaburzeń osobowości.
  2. “Handbook of Mentalizing in Mental Health Practice” napisany przez Anthony’ego Batemana i Petera Fonagy’ego. Książka ta jest obszernym zbiorem prac różnych autorów, oferującym kompleksowy przegląd teorii i praktyki mentalizacji.
  3. “Affect Regulation, Mentalization, and the Development of the Self” autorstwa Petera Fonagy’ego i innych. Ta książka skupia się na rozwoju zdolności do mentalizacji i jej znaczeniu dla rozwoju osobowości.

Mentalizacja a Empatia

Choć mentalizacja jest często utożsamiana z empatią, istnieją między nimi istotne różnice. Empatia odnosi się głównie do zdolności odczuwania tego, co czuje inna osoba, jest więc bardziej związana z emocjonalnym współodczuwaniem. Mentalizacja natomiast jest procesem bardziej kompleksowym, obejmującym nie tylko rozumienie emocji, ale także interpretację intencji, przekonań i myśli innych osób. W mentalizacji chodzi o zrozumienie “mentalnego świata” drugiej osoby, co może, ale nie musi, wiązać się z empatycznym współodczuwaniem.

Jeśli chciał(a)byś spróbować sprawdzić czy MBT (terapia oparta na mentalizacji) pomoże również w Twoim funkcjonowaniu, zapraszam do kontaktu: i do umówienia się na konsultację 690 276 398.

Kategorie
O pracy psychoterapeuty

Jak dobrze (?) jest być terapeutą… kilka refleksji o sytuacji zawodowej psychoterapeuty

Na wstępie chciałbym zaznaczyć, że tekst powstał głównie nie po to, aby wyrzucić z siebie pewne frustracje czy rozczarowania, ale raczej dlatego, że chciałbym, aby każdy, kto zaczyna myśleć o szkoleniu w kierunku psychoterapeuty, znał realia pracy w tym zawodzie. Opieram się tutaj bardziej na doświadczeniu i historiach innych osób. Sam jestem zadowolony z tego ile pracuję, jak pracuję, jak wygląda mój tydzień pracy. Ale wiem, że to raczej odstępstwo od normy niż reguła dla osób, które rozpoczynały pracę w ostatnich latach w tym zawodzie.

Kojarzycie tego typu memy, które latały kilka lat temu po sieci?

Formuła tego memu dobrze pasuje do opisu sytuacji zawodowej psychoterapeuty – tak sobie wczoraj przez moment pomyślałem. Dlaczego?

Kiedy Twoi znajomi czy rodzina myślą o pracy psychoterapeuty, zauważają pewnie w pierwszej kolejności takie elementy jak:

  • wysoka stawka godzinowa,
  • w społeczeństwie coraz mocniej mówi się o dbaniu o siebie, coraz więcej osób zgłasza też problemy natury psychicznej… mówi się o tym, że do terapeutów są duże kolejki,
  • relatywnie krótkie godziny pracy (kiedy kilka lat temu rozpoczynałem szkolenie, to nie raz słyszałem od różnych terapeutów, że oni mogą pracować maksymalnie 5 godzin dziennie).

Jak to wygląda w praktyce, kiedy zaczyna się pracę w tym zawodzie?

Co do stawki godzinowej, tutaj sytuacja jest dość złożona. Z jednej strony nie ma co zaprzeczać temu, że osoba, która zaczyna pracować w ośrodku, w którym nie brakuje pacjentów, już na starcie w tym zawodzie może zarabiać relatywnie niezłe pieniądze. Z drugiej strony te relatywnie niezłe pieniądze na starcie później okazują się 70-80% kwoty, jaką dany terapeuta może zarabiać nawet z kilkuletnim doświadczeniem. W innych zawodach często start jest dużo bardziej frustrujący, ale po kilku latach specjalista wie, że było warto.

Nie… czekaj… tak naprawdę o starcie pracy nie powinniśmy myśleć w momencie rozpoczęcia zarabiania. A tutaj sytuacja robi się bardziej złożona. Nie chcę absolutnie krytykować zasadności wolontariatów czy bezpłatnych staży w ramach rozwoju terapeuty (bo jest w tym bardzo dużo sensu), jednak z perspektywy opisywania plusów i minusów tej profesji można napisać, że start w sumie nie jest wcale taki kolorowy. A takiego uproszczenia sam chciałem użyć dopiero co…

Grunt, że terapeuta nie musi się martwić o pracę, bo przecież coraz więcej osób potrzebuje wsparcia. To chyba jeden z większych mitów. Albo może obserwacja, która była zasadna kilka lat temu. Albo jest wciąż trafna dla wielu mniejszych miejscowości czy miast. Ja, mając doświadczenie z perspektywy pracy w Warszawie, mam inne odczucia.

Czy popyt przekracza już podaż?

To, czy popyt na usługi psychoterapeutów rośnie, pokazałem w tym tekście. W skrócie: na podstawie danych z Google Trends wygląda, że popyt na psychoterapię stopniowo rośnie, ale w skali całego kraju. Jeśli patrzymy stricte na Warszawę, tutaj raczej jest stabilizacja.

Kiedy wchodzę na grupy, gdzie pacjenci poszukują terapeutów, ten widok mnie przeraża. Pojedyncze zapytania generują bardzo długie listy ofert. Nie wygląda to dobrze. Swoje usługi oferują osoby niezależnie od kompetencji – i myślę, że, jak bardzo to nie wkurza, to z drugiej strony, pochylając się nad sytuacją zawodową tych osób, możemy wyobrazić sobie, jak w dużej frustracji są.

Niby podobnie to wygląda na innych grupach. Dajmy na to, jeśli ktoś szuka wsparcia social media managera, to też pod swoim postem może dostać kilkanaście czy kilkadziesiąt zgłoszeń. I jest to przerażające, że to wygląda podobnie i tu, i tam.

Dlaczego? Z całym szacunkiem dla pracy social media managerów, ale z racji tego, że jest to wciąż świeża dziedzina, mocno rozwijająca się, a jednocześnie relatywnie wymagająca zdobycia niewielkiej wiedzy i doświadczenia, to pozwala ona przez niski próg wejścia dość szybko generować zarobki na wysokim poziomie. Realia takie, że freelancerem, dajmy na to w kategorii płatnych kampanii w mediach społecznościowych, można zostać po kilkunastu, 20-30 godzinach szkoleń, własnych testów narzędzi itp. Zaznaczę tu raz jeszcze: nie twierdzę, że takie przygotowanie daje realne podstawy do bycia dobrym social media managerem, raczej chodzi mi o to, że na bazie takiego szkolenia wiele osób zaczyna oferować swoje usługi, czując, że są dobrze przygotowani do tej pracy.

Dlaczego jest to przerażające w kontekście sytuacji zawodowej psychoterapeutów?

Te kilkadziesiąt godzin w sytuacji psychoterapeuty to właściwie kropla w morzu. Na dobrą sprawę często na rekrutację do szkoły psychoterapii trzeba poświęcić tyle czasu (tak wyglądają realia rekrutacji do Laboratorium Psychoedukacji, gdzie przed dostaniem się do szkoły trzeba m.in. wziąć udział w wyjazdowej grupie treningu interpersonalnego + odbyć 4 zjazdy szkoleniowe/egzaminacyjne w ramach Semestru Zerowego). A potem dziesiątki, setki godzin w szkole… na stażu… na superwizjach… na lekturze książek… na dodatkowych szkoleniach. I po kilku latach lądujemy w sytuacji, jak ci początkujący social media managerowie (oczywiście robię tu dużo uproszczeń: chodzi mi o to, jak to wygląda z perspektywy grup na Facebooku, gdzie trwa walka o klienta). Oczywiście jest to kolejne uproszczenie: nie każdy ląduje w takiej sytuacji, ja na szczęście za sprawą choćby wielu lat spędzonych w digital marketingu jestem w stanie lepiej zadbać o swoją pozycję – ale wciąż nie jest to łatwe i komfortowe.

Ale chociaż relatywnie krótko pracujemy jako terapeuci… I tak, i nie. Są osoby, które mają ułożony grafik w tygodniu tak, że pracują maksymalnie 20 godzin, jednocześnie zarabiając we własnym gabinecie dobre pieniądze. Ale to raczej opisuje sytuację zawodową terapeutów z dużym stażem niż sytuację osób wchodzących na ten rynek.

Osoby wchodzące na ten rynek też może niewiele pracują, ale wynika to często z dużych okienek w ciągu dnia, pacjentów w ostatnim momencie odwołujących pierwsze wizyty, konieczności poświęcenia wolnych wieczorów (bo wtedy jest największy popyt i zainteresowanie na te godziny – trochę się to zmieniło po pandemii, ale nie aż tak, jak się to potocznie widzi). Do tego dochodzą staże, superwizje, konieczność podjęcia drugiej pracy.

Czasem słyszę: wszystko to kwestia wyrobienia sobie marki, nazwiska. Tylko jak wyrabiać sobie markę w tym świecie, kiedy mamy ograniczenia dotyczące pokazywania się i odsłaniania się klientom/pacjentom? I to w sytuacji, kiedy wielu terapeutów z większym doświadczeniem podchodzi wręcz z pogardą do tematu reklamy czy marketingu? Psychoterapia to nie jest “usługa”, którą polecimy znajomym, jak każdą inną. Nie każdy chce powiedzieć, że chodził do psychoterapeuty. Nie każdy chce się “dzielić” swoim terapeutą. Plus istnieją etyczne ograniczenia: terapeuta nie może pracować z bliskimi osobami z rodziny czy nawet z bliskimi znajomymi swojego obecnego lub byłego pacjenta.

Pojawia się pytanie: co dalej? Myśląc o sytuacji zawodowej terapeuty, to wszystko wygląda tak, że jest to praca, która bardzo szybko może zaowocować wypaleniem zawodowym. I nie tylko dlatego, że terapeuci mają pęd do nauki czy ciągłego bycia zajętym. Głównie z powodów powyżej opisanych uwarunkowań rynkowych.

Dlatego nie zdziwiło (no dobra… jednak zdziwiło) mnie, kiedy kilka tygodni temu w odpowiedzi na pytanie na jednej z grup „co byś zmienił na początku swojego startu w pracy terapeuty”, część osób odpowiedziała, że by wybrała inny zawód. I to jest smutna puenta.

Uważam, że jest to piękna praca, dająca dużo więcej poczucia sensu niż żaden inny zawód… ale jeśli jest tak, że jako terapeuci używamy w swojej pracy siebie jako narzędzi, to niestety wygląda to tak, że sytuacja zawodowa na rynku wygląda raczej tak, że korzystamy z narzędzi, które leżą na ulicy jak te narzędzia przy stacjach rowerowych – gdzie każdy może za darmo nas użyć, i co chwila jest to ktoś inny, niż z narzędzi eksperta pracującego w swoim zakładzie, który dba o naoliwienie i wyczyszczenie przyborów pracy po każdym dniu pracy.

Kategorie
Książki

Jon G. Allen “Trusting in psychotherapy”

Dziś kilka najciekawszych cytatów z książki “Trusting in psychotherapy” – niedostępnej jeszcze w polskim języku.

Książka Jona Allena to książka bardzo przydatna dla psychoterapeutów wszelkich modalności.

Jon G. Allen skupia się na tym jak terapeuci w gabinetu mogą budować zaufanie pacjentów do siebie i do samego procesu terapeutycznego.

Dużo celnych wskazówek. Gorąco polecam lekturę całej książki.

Kategorie
O pracy psychoterapeuty

Jak zmieniała się popularność psychoterapii w ostatnich latach?

Czy da się ocenić jak zmienia się popularność psychoterapii bez zlecenia sondażu?

Współcześnie możemy stosunkowo trafnie oceniać rosnące zainteresowanie społeczne za pomocą analizy wyszukiwań w wyszukiwarce Google (uwaga: stosunkowo trafnie potraktujmy z pewnym ograniczeniem – bo odnosi się to przede wszystkim do grupy internautów, jednak biorąc pod uwagę specyfikę klientów w gabinetach prywatnych to tego typu wskaźnik wydaje się być dość trafny).

Poniżej moja mini analiza dotycząca wyników związanych z psychoterapią i kilka głównych wniosków.

#1 – Tak! Psychoterapia jest coraz częściej poszukiwana przez Polaków

Powyższe zdjęcie i wykres zaznaczony na niebiesko pokazuje zyskującą popularność hasła “psychoterapia”. Momenty kluczowe na tym wykresie to nagły spadek w marcu 2020 – początek pandemii – kiedy ze zrozumiałych powodów jako Polacy koncentrowaliśmy się raczej na innych tematach. Powrót do stanu przed pandemii nastąpił w okolicach końca czerwca, kiedy powoli znikały kolejne obostrzenia.

#2 – Wiemy, kiedy Polacy najczęściej szukają wsparcia terapeuty

Takim okresem, co pewnie nie będzie zdziwieniem dla wielu osób, jest początek roku – czas noworocznych postanowień czyli styczeń. Więc jeśli jesteś właścicielem ośrodka terapeutycznego to zadbaj zwłaszcza o ten okres (i rozważ np. przesunięcie części budżetu z miesięcy wakacyjnych – bo wg danych Google okres od połowy czerwca do połowy sierpnia wiąże się ze spadkiem zainteresowania terapią).

#3 – Uwaga: zła wiadomość dla terapeutów z Warszawy

Wróć na chwilę do obrazka z początku strony. Niebieska linia to wykres zapytania “psychoterapia” dla całej Polski. Natomiast czerwona linia to wykres zapytania “psychoterapia Warszawa”. I tutaj widzimy, że w ciągu ostatnich 5 lat popularność tego zapytania jest na bardzo podobnym poziomie. Jednocześnie liczba gabinetów, ośrodków czy kończących szkolenie psychoterapeutów rośnie z roku na rok. Co to oznacza dla terapeutów pracujących w Warszawie? No cóż… zostawiam każdemu to do przemyśleń.

#4 – Kto zyskuje na trudnym rynku warszawskim?

Analizując dane dla wyników hasła “psychoterapia Warszawa” dostałem również możliwość prześledzenia popularnych haseł o największym wzroście. I najpopularniejsze hasło wybijające się na przełomie ostatnich lat (pewnie za sprawą ostatnich 2 lat) to “konteksty psychoterapia” czyli hasło odnoszące się do jednego z warszawskich ośrodków terapii. Gratulacje dla właścicieli ośrodka – dobra robota!

#5 – Które z nurtów terapeutycznych budzą rosnące zainteresowanie (w Warszawie)

Największy wzrostu popularności notuje psychoterapia sensomotoryczna. Skąd taki dobry wynik – trudno mi powiedzieć. Sam tego nie rozumiem. Jestem ciekaw hipotez innych osób. Kolejne wyniki (z największym wzrostem popularności) odnotowują psychoterapia psychodynamiczna (co trochę tłumaczy punkt 4 z tego tekstu), psychoterapia związana z pracą z ciałem oraz terapia schematów.

Podsumowując: popularność psychoterapii na przestrzeni ostatnich 5 lat rośnie w skali całego kraju, natomiast z perspektywy stolicy – wygląda na to, że jest ona już mocno nasyconym rynkiem.